Kryminalne wątki Biskupiej Górki

Historia

Dzięki statystykom Policji Kryminalnej, która co kwartał zdawała raport, wnioskować można że lata 20. XX wieku to okres, w którym dochodziło do największej ilości przestępstw, morderstw czy też wypadków.

Profesor Piotr Semków informuje, że w 1925 roku w albumach policyjnych znajdowało się 40 zdjęć zwłok oraz 304 zdjęcia z miejsc dokonania przestępstw. Za najniebezpieczniejsze dzielnice Gdańska w tym czasie uchodziły Nowy Port oraz Osiek z fragmentem Zamczyska w Śródmieściu. W zasadzie na porządku dziennym były bójki na noże. Bardzo chętnie wspominały o tym gazety, na podstawie których przytoczę kryminalne epizody Biskupiej Góry.

W latach 30. doszło do co najmniej czterech bijatyk. Pierwsza miała miejsce w czerwcu 1930 roku na ulicy Na Stoku. Niejaki robotnik Albert L. rzucił się z nożem na żeglarza morskiego Hansa T. Ten, w rewanżu, zadał przeciwnikowi również kilka ran. Mężczyźni załatwiali porachunki, rozpoczęte tego wieczoru w jednym z lokali na Starych Szkotach. Obu przewieziono do lecznicy miejskiej.

Do kolejnej bójki doszło w grudniu tego samego roku. Jak informowała „Gazeta Gdańska” ‘W pewnym lokalu na ul. Grenadiergasse powstała między gośćmi bójka, podczas której zdemolowano urządzenie lokalu i rozbito kilka szyb’. Jedyny wyszynk przy (obecnej) ulicy Na Stoku znajdował się w budynku z numerem 25. Jeden z gości został zraniony nożem. Zaalarmowani policjanci uspokoili uczestników bójki gumowymi pałkami. Dwóch mężczyzn aresztowano.

W 1933 roku aresztowano na Biskupiej Górze kowala nazwiskiem Mohn, ponieważ ‘rozdając ulotki socjalistyczne spowodować miał obicie hitlerowców i strzelaninę’. Po przesłuchaniu ‘tylko świadków hitlerowskich’ mężczyznę skazano na 8 miesięcy więzienia. W styczniu 1934 roku, po apelacji, wyrok zniesiono. Po wysłuchaniu obu stron uznano, że nie ma dowodów na to, że Mohn zawinił.

28-letni Alfred Steinke oraz 29-letni Oskar Schlischke 11 września 1938 roku śmiertelnie ranili nieznanego nam z nazwiska mężczyznę. W listopadzie na łamach „Gazety Gdańskiej” poznaliśmy wyrok prokuratora, który oświadczył, że poszkodowany ‘ponosi moralną winę za swoją śmierć, gdyż spowodował bójkę’. Po przesłuchaniu świadków Sąd skazał Steinkego na 2 miesiące więzienia, a Schlischkego uniewinnił.

Na ulicach Biskupiej Góry dochodziło również do potrąceń. Przy moście na Zaroślaku najechany został przez samochód 9-letni uczeń Paweł Steinke. Chłopiec odniósł wstrząśnienie mózgu i lżejsze obrażenia na ciele.

Na ulicy Schwarzes Meer (ob. nie istnieje, wybudowano tam Aleję Armii Krajowej) potrącony został uczeń Gerhard Krefft. Jak relacjonowała po wyroku Sądu „Gazeta Gdańska” ‘K. pobiegł za jakimś wozem, w tym czasie nadjechał ze strony przeciwnej samochód, który wpadł na nieszczęśliwego. Kierownik samochodu nie ponosi żadnej winy w wypadku gdyż jedyną przyczyną jest nieostrożność chłopca. Aby zapobiec dalszym wypadkom byłoby konieczne, ażeby rodzice zwracali dzieciom swoim uwagę na zachowanie się ich na ulicy’.

Na ulicy Na Stoku potrącono 90-letnią Ewę Mahl. Staruszka została odstawiona do szpitala z m.in. złamaną prawą ręką.

W gazetach odnotowano natomiast zaledwie dwie kradzieże. Asystentowi celnemu Reinhandowi mieszkającemu przy ulicy Biskupiej 15 skradziono 24 gołębi pocztowych wartości 15 guldenów.

W kwietniu 1936 roku złapano 21-letniego Ernsta Ewersa, kilkukrotnie karanego za kradzieże. 5 kwietnia chłopak okradł skład tytoniowy, następnego dnia włamał się do mieszkania wdowy P. zamieszkałej przy ulicy Biskupiej, zabierając biżuterię o wartości 150 guldenów.

W czerwcu 1927 roku z nasypu przy kawiarni Bischofshöhe przy ulicy Biskupiej 23 osunął się samochód. Auto roztrzaskało się kompletnie, zatrzymując się na jednym z domów. „Gazeta Gdańska” odtworzyła to wydarzenie. ‘Kierowca i dwaj pasażerowie weszli do kawiarni dla posiłku. W tymże czasie zaczęły się dzieci bawić przy kierownicy i hamulcu. W pewnej chwili wyłączyli hamulec i włączyli automatycznie motor, tak, że samochód potoczył się z nasypu nadół. Tutaj zatrzymał się oczywiście, nie kalecząc na szczęście nikogo. Łobuzerja widząc co uczyniła znikła bez śladu. Pasażerowie szczęśliwi byli, że nieszczęście stało się podczas ich nieobecności w samochodzie. Policja wszczęła dochodzenia, a szofer będzie miał nauczkę, że nie należy pozostawiać na ulicy bez opieki’.

Na Biskupiej Górze dokonano dwóch morderstw. Do obydwu doszło w roku 1935 i to na tej samej ulicy.

‘W dniu 25 czerwca ub. r. napadł niejaki Aleksander Grüc na ulicy Schwarzes Meer swoją żonę Anastazję, której zadał kilka tak niebezpiecznych ciosów nożem, że ofiara napadu zmarła wkrótce w lecznicy na skutek odniesionych ran’. Obszerne wyjaśnienie sprawy zamieszczono w „Gazecie Gdańskiej” na początku stycznia 1936 roku. ‘Sprawca Aleksander Grüc, urodziny w r. 1898 w Białymstoku, jest z zawodu biuralistą i pracował w biurze adwokata. Przed niedawnym czasem ożenił się G. z 29-letnią Anastazją Karpik. Pożycie małżonków było nieszczęśliwe, a żona G. skarżyła się na prześladowanie ze strony męża i przyjechała do Gdańska i przyjęła stanowisko w Polskiej Misji Dworcowej. Mąż jej otrzymał list anonimowy, z którego wynika jakoby żona jego nawiązała stosunki miłosne z pewnym mężczyzną w Gdyni, na skutek czego przybył G. do Gdańska. Zaczaiwszy się na żonę, napadł na nią i pokłuł ją nożem, powodując jej śmierć. Podczas badania oświadczył G., że działał z zazdrości. Nóż, którym zadał żonie śmiertelny cios, pożyczył od jakiegoś nieznajomego podczas podróży koleją do Gdańska. Ponieważ G. przedłożył atest pewnego lekarza z Białegostoku, jakoby był psychopatą, poddano go również i w Gdańsku obserwacji w oddziale psychjatrycznym lecznicy miejskiej. Z orzeczenia kierownika tego oddziału prof. dr. Kauffmanna wynika, że G. jest za czyn swój w zupełności odpowiedzialny. Toteż w dniach najbliższych wytyczone zostanie przeciw G. oskarżenie o morderstwo, za które opowiadać będzie przed trybunałem karnym’. Obrońca Grüca (zapisywany był również jako Gryc) zażądał wszczęcia dodatkowych dochodzeń, które wykazały, że żonobójca był prawdopodobnie podczas popełnienia zbrodni niepoczytalny. Wystosowano również wniosek o przekazanie Gr. sądom polskim. 22 maja 1936 mężczyzna został wydany w ręce polskich władz. Nie wiemy jak potoczyły się jego dalsze losy.

 

12 października 1935 roku ofiarą morderstwa stała się 86-letnia Maria Rüdiger, właścicielka wyszynku przy ulicy Schwarzes Meer 23. Jak donosiła „Gazeta Gdańska” policji kryminalnej udało się w krótkim czasie wyśledzić i aresztować mordercę. Śledztwo zajęło niecały tydzień od momentu znalezienia zwłok. Sprawcą okazał się 61-letni mistrz fryzjerski Jan Gregorowski. ‘Morderca jest alkoholikiem i należał do stałych gości szynku zamordowanej. Ponieważ potrzebował na hulanki dużo pieniędzy, a zakład nie przynosił mu tyle, aby mógł zaspokoić swoje zachcianki, postanowił zamordować staruszkę. Morderstwa dokonał tępem narzędziem, prawdopodobnie młotkiem, którem zadał swej ofierze kilka silnych ciosów w głowę’. Gregorowski od dwudziestu lat przychodził do kobiety po pranie. Po rewizji w zakładzie fryzjerskim odnaleziono torbę zamordowanej. ‘Kilku urzędników, którzy w dzień 17 bm. udali się do zakładu G. zauważyli na mankietach jego ślady krwi, a później również na spodniach i kapeluszu. G. jako silnie podejrzanego zabrano do prezydjum policji’. Gregorowski przyznał się do popełnionego czynu dopiero pod wpływem dowodów. W lutym 1936 roku Sąd Najwyższy skazał mężczyznę na karę śmierci. Nie wiadomo czy Gregorowski skorzystał z możliwości wystosowania wniosku do Senatu gdańskiego z prośbą o ułaskawienie.

W 1927 roku w budynku przy Biskupiej 4 doszło do tragedii. Ofiarą skatowania przez ojczyma padła trzy i pół letnia dziewczynka. Zwyrodniały ojczym został aresztowany. Informacja pochodzi z „Gazety Gdańskiej” z 11 marca.

‘Tragedja dziecka. Robotnik Kurt Taube, liczący lat 24, zamieszkały przy Bischofsberg 4, starał się od dłuższego czasu dla swej 3 i pół letniej pasierbicy o alimenty od właściwego ojca, z którym jego żona obcowała przed małżeństwem. Wszelkie zabiegi ze strony ojczyma, jak również ze strony władz nie odniosły skutku. Kurt Taube, rozgoryczony odmowną odpowiedzią właściwego ojca, zapomniał się do tego stopnia, że katował dziecko paskiem rzemiennym tak strasznie, iż biedne dziecko zmarło po krótkich męczarniach. Zwyrodniałego ojczyma aresztowano i osadzono w więzieniu’.

17 czerwca 1931 roku zaginęła bez śladu 19-letnia Małgorzata Dargel, mieszkająca przy ulicy Bischofsberg 24b. Wszystkie informacje należało zgłaszać ‘w centralnym biurze dla zaginionych i nieznanych w gmachu prezydium policji przy ulicy Karrenwall, pokój 39e’.

Mieszkańcy Biskupiej Góry byli również poszkodowanymi w wypadkach, do których dochodziło w innych rejonach miasta.

‘Dziecko przejechane przez wóz’ informowała „Gazeta Gdańska” w styczniu 1926 roku. ‘W skutek nieostrożności dostał się pod samochód dwuletni chłopczyk Jan Kwidziński, zam. Przy Grenadiergasse 30. Chłopczynę prowadziła przez Fleischergasse jego 4-letnia siostra, która niewidząc nadjeżdżającego wozu, zeszła z chodnika i naraziła bezwiednie brata swego na nieszczęścia. Chłopczyna doznał tylko lekkich obrażeń prawej ręki’.

Tytuł wskazywał na bardziej dramatyczny obrót akcji. Rodzina Kwidzińskich zamieszkiwała budynek przy ulicy Na Stoku 30, do wypadku doszło natomiast na ulicy Rzeźnickiej.

‘Wypadek na kolei. Zwrotniczy Gustaw Wischner, liczący lat 40, zamieszkały przy Grenadiergasse 82, zatrudniony przy przestawianiu pociągów na głównym dworcu gdańskim, został przyciśnięty przez wagon do peronu, odnosząc w następstwie tego okaleczenia lewej ręki i złamanie prawej ręki, oraz poranienie czaszki. Nieszczęśliwego odwieziono do szpitala miejskiego’.

Tutaj pojawia się błąd, gdyż Gustaw Wischner zamieszkiwał budynek Na Stoku 46. Numeracja Grenadiergasse dochodziła jedynie do numeru 55. Do wypadku doszło w lipcu 1926 roku. Mężczyzna nie powrócił już do domu, w kolejnych latach w księgach adresowych pod tym adresem pojawia się tylko Marie Wischner.

Wyłowiono także zwłoki dwóch topielców. W Motławie, w okolicach ulicy Wiosny Ludów, odnaleziono ciało 65-letniego Ludwika Prauschke, zamieszkałego przy ulicy Schwarzes Meer 10. Unoszące się na wodzie zwłoki zauważyli przybyli do miasta rybacy. W Raduni natomiast odnaleziono żonę konduktora pocztowego Martę S., z ulicy Grenadiergasse. W obu sprawach wszczęto dochodzenie. Nie wiadomo czy chodziło o samobójstwo, czy był to nieszczęśliwy wypadek.

W 1958 roku jeden z dziennikarzy „Wieczoru Wybrzeża” przedstawił sytuację mieszkaniową na ulicy Salwator. Według relacji przed domem leżały gruzy pomieszane ze śmieciami, a chwiejąca się ściana po wypalonym domu runęła na dziecko. Chodziło o fragment muru za budynkiem Biskupia 33. Poszkodowaną była podobno dziewczynka mieszkająca w kamienicy Salwator 1/4, na szczęście nic poważnego się jej nie stało.

Niezwykle ciekawa jest historia Grudnia 70’. W tamtych dniach zginęli także milicjanci. Na liście ofiar figuruje Marian Zamroczyński, zamieszkały przy ulicy Biskupiej 24C. Zamroczyński został zlinczowany przez tłum, po tym jak zastrzelił jednego z robotników. ‘Wyobraźmy sobie teraz Zamroczyńskiego rano 15 grudnia 1970 r. Stary kawaler, dla którego praca w milicji jest wszystkim. Najważniejszy jest jednak pistolet – jego utrata oznacza poważne kłopoty służbowe. Zgrzany, spocony, próbuje z kolegami przebić się do budynku komendy miejskiej w Gdańsku. W powietrzu latają kamienie. Tłum jest wrogo nastawiony. Zamroczyński przepycha się – prosto na grupę stoczniowców. Chcą mu odebrać broń? To możliwe. Nawet jeśli nie – mężczyzna zapewne wpada w panikę, że mu odbiorą pistolet. Wyciąga broń przed siebie. Naciska spust. Trafia Józefa Widerlika w szyję. Tłum rzuca się na Zamroczyńskiego, przewraca go, odbiera pistolet. To koniec. Ostatnią milicyjną notatkę na jego temat sporządził szef kadr KWMO w Gdańsku w 1980 roku. Został uderzony łomem w głowę, w wyniku czego nastąpiło pęknięcie czaszki i stłuczenie pnia mózgu. Przewieziony do szpitala Akademii Medycznej w stanie agonalnym, nie odzyskał przytomności i 27 grudnia 1970 roku zmarł. Uderzenie było tak silne, że kask milicyjny st. sierż. M. Zamroczyńskiego pękł na dwie części. Tuż obok pomnika Poległych Stoczniowców na placu Solidarności jest odlana z brązu tablica, na której umieszczono trzydzieści nazwisk ofiar Grudnia. Ułożono je alfabetycznie. Widerlika, który był pierwszym zabitym podczas zamieszek, dzielą zaledwie cztery miejsca na liście od Zamroczyńskiego – który de facto był ofiarą drugą’.

W ostatnich latach również nie obyło się bez groźnych zajść. 30 sierpnia 2014 roku rozegrało się zdarzenie, które stało się początkiem dwóch procesów sądowych. Około godziny 14 na ulicy Biskupiej policjanci, jak twierdzą, prowadzili pościg za podejrzewanym o udział we włamaniu Mariuszem K. Mężczyzna, zbiegając w dół ulicy, miał krzyczeć: „Ratunku, biją!”. Usłyszała go rodzina L., a dwóch synów niespełna 40-letniej Anny wybiegło z mieszkania za uciekającym i goniącymi go funkcjonariuszami. Matka i synowie oskarżeni są o przemoc wobec mundurowych, a ci sami policjanci mają „lustrzany” proces o pobicie. Komenda Miejska Policji w Gdańsku od początku twierdzi, że fakt „zastosowania środków przymusu bezpośredniego” przez mundurowych wynikał z tego, że K. i rodzina L. próbowali zmusić ich do odstąpienia od czynności służbowych. Obaj mundurowi oskarżeni są o przekroczenie uprawnień i naruszenie nietykalności Anny L. i jej sąsiadki, u której mieli spowodować ‘uszkodzenia ciała na okres nieprzekraczający 7 dni’.

Groźny pożar wybuchł 27 lipca 2015 roku około godziny 18 na poddaszu wielorodzinnej kamienicy na rogu ulicy Biskupiej i Na Stoku. Poddasze nieruchomości nie posiadało lokali mieszkalnych. Dwie osoby poszkodowane przebywały tam nielegalnie. Mężczyznę udało się uratować, ale kobieta, mimo długiej reanimacji zmarła w karetce.

Za pomoc dziękuję Markowi Adamkowiczowi oraz Krystynie Ejsmont.

Ryszard Kopittke

Kopiowanie materiałów zamieszczonych na portalu www.biskupiagorka.pl jest dozwolone tylko na użytek własny,
w każdym innym przypadku wymagana jest zgoda redakcji.


Copyright © All Rights Reserved · Green Hope Theme by Sivan & schiy · Proudly powered by WordPress

Polityka prywatnosci