Usunięcie „tablicy Batowa” z Biskupiej Górki

Na początku 2018 r. roku zniknęła z tarasu przy Komendzie Wojewódzkiej Policji na Biskupiej Górce tablica poświęcona generałowi Pawłowi Batowowi. Na tablicy znajdował się tekst: „Z tego miejsca generał armii Paweł Batow, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego, w marcu 1945 dowodził 65. armią II Frontu Białoruskiego walczącą o wyzwolenie Gdańska. 30 III 1977. Społeczeństwo”.

4 lipca 2017 r. Instytut Pamięci Narodowej Odział w Gdańsku na swoim profilu na Facebooku poświecił tej tablicy post „Relikty PRL w Gdańsku”  pisząc m.in.: „Obecnie prowadzone są rozmowy w sprawie przekazania go do zbiorów IPN.”

Po jej zniknięciu poprosiliśmy Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN Gdańsk o informację i otrzymaliśmy poniższe wyjaśnienie: „Tablica została usunięta, ponieważ jest niezgodna z art. 5a ust. 1 Ustawy z dnia 1 kwietnia 2016 r. „o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki”.
Wg wskazań dyrektora Biura Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa tablica nie miała istotnych cech edukacyjnych bądź historycznych, dzięki którym mogłaby zostać zachowana (np. w muzeum).  Decyzja odnośnie tablicy była konsultowana między dysponentem obiektu (Komendą Wojewódzką Policji w Gdańsku) a Biurem Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Warszawie jeszcze w 2017 r. (…) Dla IPN ww. tablica była elementem gloryfikującym dokonania Armii Czerwonej i jako taka podlegała bez wątpliwości pod Ustawę o dekomunizacji.”

Z informacji uzyskanych z KWP w Gdańsku wiemy, że usunięcie tablicy było też uzgadniane z Miejskim Konserwatorem Zabytków.

ke

Dom Sąsiedzki – komunikat

Stowarzyszenie WAGA informuje, że w związku z remontem Domu Sąsiedzkiego (ul. Biskupia 4), który będzie trwał do 30 kwietnia 2019 r., część zajęć będzie odbywała się w innych lokalizacjach.

HARMONOGRAM ZAJĘĆ do 30 kwietnia br.

Poniedziałek

– godz. 13-14 – zajęcia taneczne, placówka GAK „Scena Muzyczna” przy ul. Powstańców Warszawskich 25,

– godz. 17-19 wymiennie:
spotkania z dietetyczką, warsztaty rękodzielnictwa „Darcie pierza” lub warsztaty komputerowe (w godz. 17.30-19.30); Gdańska Szkoła Wyższa, ul. Biskupia 24, sala B 114.
Informacje o datach spotkań można uzyskać pod nr tel. 513 767 866.

Wtorek

– godz. 15-17, Klub Seniora „Senioryci”, Gdańska Szkoła Wyższa, ul. Biskupia 24, sala B 114,

– wymiennie:
godz. 16-18, Wieczorek literacki, Gdańska Szkoła Wyższa, ul. Biskupia 24, sala B 114,
godz. 18-20, Warsztaty teatralne, ul. Powstańców Warszawskich 25.
Informacje o datach spotkań można uzyskać pod nr tel. 513 767 866.

Środa

– godz. 16-18, warsztaty artystyczno-plastyczne dla dzieci, Gdańska Szkoła Wyższa, ul. Biskupia 24, sala B 114.

Czwartek

– godz. 15-17, kurs j. niemieckiego, Gdańska Szkoła Wyższa, ul. Biskupia 24, sala B 114.

Piątek

– godz. 11-13, „Klub Mieszkańca”, Świetlica Krytyki Politycznej, ul. Nowe Ogrody 35.

Sobota

– godz. 10-11, joga, Świetlica Krytyki Politycznej, ul. Nowe Ogrody 35.

Zajęcia tenisa stołowego zostają zawieszone do odwołania.

 

Stowarzyszenie WAGA przeprasza za niedogodności związane z powyższymi zmianami.

Tablica z cmentarza Salwatora

W czasie prowadzonych w parku Salwator prac związanych z realizacją projektu BO 2017 „Biskupia Górka – miejska przestrzeń rekreacyjna” wykopano duży fragment nagrobka z dawnego cmentarza. Zabrał go Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków, ale Stowarzyszenie Biskupia Górka jest w kontakcie z archeologiem, który nadzoruje tę inwestycję, więc będziemy informować, jeżeli zostaną zanlezione jeszcze inne artefakty. Prace potrwają do maja br.

Taka mniej więcej informacja ukazała się na naszym Fanpejdżu na Facebooku 6 lutego a dzień później już wiadomo było, że pod tym kamieniem nagrobnym spoczywał luteranin z Zaroślaka, Friedrich Kempner, urodzony w 1653, a zmarły w 1709 r. Jego żoną była Anna z domu Sundermann, ich córka Maria wyszła za Isaaka de Veer. Kempnerowie i de Veer występują, w dokumentach jako luteranie, ale też jako mennonici. Informacje te zawdzięczamy Ryszardowi Derdzińskiemu, który historię cmentarza Salwatora bada od jakiegoś czasu w związku z poszukiwaniami gdańskich śladów przodków J.R.R.Tolkiena.

ke

fot. Krystyna Ejsmont, 5 lutego 2019 r.

Ferdynand Fritsch – gdański ślad

Klub „Gedania”, jej trener Ferdynand Fritsch i rodzina Majewskich we wspomnieniach Jolanty Sikorowskiej

W latach 1947–1958 przy ulicy Biskupiej 29 m. 6 mieszkała rodzina Ferdynanda i Elżbiety Fritschów z trójką dzieci: Urszulą, Janem i Krystyną.

 

Historia tej rodziny zaczęła się dużo wcześniej w Wolnym Mieście Gdańsku. Ferdynand był Austriakiem, trenerem piłki nożnej. Urodził się 7 lipca 1898 r. we Wiedniu. Jego rodzicami byli Barbara i Ferdynand. Miał trzy siostry i brata. Do 1922 r. grał w klubach austriackich. W czasie rozgrywek w Rumunii doznał kontuzji kolana. Tam został zoperowany. Pozostał w Rumunii jako trener, pierwotnie klubowy, a następnie reprezentacji Rumunii. W związku z napiętą sytuacją polityczną, po wygaśnięciu kontraktu, nie wrócił już do Austrii. W tym czasie propozycję złożył mu Klub Sportowy „Gedania” z Wolnego Miasta Gdańska i tu przyjechał w marcu 1938 r.

.

Elżbieta Majewska była jedną z dziesięciorga dzieci państwa Pauliny i Jana Majewskich, rodziny wielce zasłużonej w krzewieniu polskości na terenie WMG. Babcia Paulina, mama Elżbiety, zmarła w 1927 r. W tym samym roku zmarły dwie ich najmłodsze córeczki. Mimo takiej traumy, dziadek nie stracił ducha walki.

Był kupcem, właścicielem 2 domów przy Oberstrasse 95 (dzisiejsza ul. Malczewskiego), restauracji z salą taneczną, sklepu kolonialnego i sporego ogrodu. To były miejsca szerzenia patriotyzmu, podnoszenia na duchu wątpiących, wzmacniania więzi narodowych nie tylko w rodzinie, ale wśród Polaków w WMG. Restauracja udostępniana była organizacjom polskim w WMG, a część ogrodu Towarzystwu Gimnastycznemu „Sokół” – na ćwiczenia, oczywiście gratisowo. W robotniczej niezamożnej dzielnicy, jaką były wówczas Siedlce, restauracja, sklep i ogród państwa Majewskich stanowiły enklawę polskości. Korzystając z życzliwości właścicieli, Polonia mogła swobodnie zbierać się, odbywać próby chóru „Harmonia”, dyskutować, uprawiać ćwiczenia gimnastyczne i oczywiście śpiewać. Śpiew towarzyszył im przy różnych okazjach – uroczystościach rodzinnych, religijnych, państwowych, majówkach itp. Częstymi gośćmi tego domu byli między innymi ks. Franciszek Rogaczewski i ks. Władysław Szymański. Wszystkie dzieci Majewskich zrzeszone były w różnego rodzaju organizacjach społecznych.

 

Najstarszy syn Jerzy był jednym z pierwszych spośród siedmiorga maturzystów Gimnazjum Polskiego, po ukończeniu którego wstąpił do Seminarium Duchownego w Pelplinie. Jako ksiądz znany był z ostrych kazań, w których nie bał się potępiać wybryków nazistów. Nie stronił od pracy społecznej. Jako wikary w kościele pw. Gwiazdy Morza w Sopocie był opiekunem drużyn harcerskich w Sopocie. Zginął w KL Dachau w 1942 r.

Syn Alfons, właściciel kantyny w koszarach w Nowym Porcie i dostawca żywności dla załogi na Westerplatte, został zamordowany na początku września 1939 r. w Rębiechowie.

Syn Franciszek, lotnik aeroklubu w Rumi, pracował w ekspedycji kolejowej. Zginął w KL Auschwitz w 1942 r.

Syn Bernard uczestniczył w obronie Poczty Polskiej w Gdańsku, został rozstrzelany 5 października 1939 r. na Zaspie.

Syn Kazimierz przez pięć lat był więźniem obozu Stutthof.

Senior rodu Jan Majewski zginął w KL Sachsenhausen w 1945 r.

Najmłodsze córki: Katarzyna (moja mama), urodzona. 5 listopada 1920 r., zmarła 10 września1997 r. i Elżbieta, urodzona 23 sierpnia 1918 r., zmarła 8 maja 1997 r., również uczęszczały do Gimnazjum Polskiego Macierzy Szkolnej. Kolegą klasowym Elżbiety był Brunon Zwarra, a dziejowe wydarzenia, bardzo ich do siebie zbliżyły. Przyjaźń zawarta w WMG, gdzie Brunon Zwarra grał w Klubie „Gedania” w piłkę nożną, a trenerem był Ferdynand Fritsch, przetrwała długie lata. Państwo Fritschowie po wojnie bywali gośćmi państwa Zwarrów w mieszkaniu we Wrzeszczu. Natomiast siostra Elżbiety, Katarzyna z mężem Nikodemem Szymańskim, byli częstszymi gośćmi państwa Zwarrów w Oliwie z tej racji, że tam mieszkali. Państwo Zwarrowie bardzo pomogli im w otrzymaniu większego mieszkania w Oliwie i tak rozwijała się ich jeszcze przedwojenna przyjaźń. Pamiętam, że ilekroć szłam z rodzicami na takie spotkania, pan Brunon przypominał mi: „Twój wujek Mieczysław Szymański, a brat Twojego taty, gdy oboje byliśmy więźniami obozu Stutthof, dzielił się ze mną chlebem, gdy byłem głodny”. Gdy byłam mała, nie bardzo rozumiałam sens tych słów, chociaż w moim rodzinnym domu chleb był bardzo szanowany. Każdy bochenek żegnany był znakiem krzyża. Rodzice na Syberii zaznali wielkiego głodu i teraz rozumiem ich zachowania.

W Klubie „Gedania” Elżbieta była członkinią Wydziału Kobiet, lekkoatletką. Katarzyna trenowała tenis ziemny. Ferdynand Fritsch w KS „Gedania” poznał obie siostry i… to Elżbieta odwzajemniła jego uczucia. Przyznać muszę, że dziadek nie od razu przekonany był do swego przyszłego zięcia. Tak zachowują się ojcowie, gdy okazuje się, że ich małe córeczki stają się kobietami.

Sytuacja polityczna w WMG pogarszała się z dnia na dzień i państwo Fritschowie w sierpniu 1939 r. postanowili opuścić Gdańsk. Wyjechali do Szwajcarii. Tam wujek Fery zaczął trenować zawodników Young Boys Berno, tam przyszła na świat ich córeczka Urszula. W 1942 r. państwo Fritschowie wyjechali do Niemiec. W Szczecinie rodzina powiększyła się o kolejne dziecko, tym razem o syna Jana. Kolejne miejsca pobytu rodziny są związane z karierą zawodową wujka. Był Garz nad Odrą, gdzie przebywali do 1945 r. i gdzie urodziła się kolejna córeczka Krystyna. Stąd wyjechali do Austrii, ojczyzny wujka Ferego. Austria w tym czasie pozostawała pod okupacją sowiecką. Tam wujek był krótko trenerem drużyny Rosjan – Hofburg.

   1942 r. Elżbieta z Urszulą i Jaśkiem w Szczecinie

Nie opuszczała ich jednak myśl o powrocie do ukochanego miasta, jakim zarówno dla Polaków, jak i innych nacji (byłych obywateli WMG), był Gdańsk. W 1947 r. powrócili do Gdańska. Zamieszkali przy ul. Biskupiej 29 m. 6.

Ferdynand podjął pracę trenera piłki nożnej w ówczesnym zdziesiątkowanym wojną Klubie „Gedania”. Od 1950 do 1953 r. trenował w Klubie Sportowym „Kolejarz Gdynia” (obecnie „Arka”). W 1953 r. został pierwszym trenerem „Lechii Gdańsk”. Powoli do Gdańska powracali jego przedwojenni obywatele. To co zastali, przekroczyło ich wyobrażenia o mieście, które nie tak dawno opuścili. Członkowie rodzin zaczęli poszukiwania swoich bliskich. W przypadku rodziny Majewskich, punktem kontaktowym był dom przy ul. Malczewskiego. W tym samym czasie powróciła ze swej niewiarygodnej tułaczki siostra Elżbiety – Katarzyna z mężem Nikodemem Szymańskim i synem. Los potraktował ich bardzo srogo. W pierwszych dniach wojny trafili do Wilna, gdzie 14 czerwca 1941 r. zostali aresztowani przez NKWD i deportowani na Syberię. Do docelowego miejsca swojego zesłania, Barnauł nad rzeką Ob w Ałtajskim Kraju, dotarli 1 lipca1941 r. Powrócili z tej „nieludzkiej ziemi” z Armią Andersa przez Kazachstan, Persję, Irak, Palestynę, Cypr, Egipt, Włochy, Szwajcarię, Francję do Wielkiej Brytanii, skąd przyjechali do Gdańska 6 września 1947 r. Odnaleźli się również brat Kazimierz i siostra Jadwiga. Wszystkich ich powitała okrutna rzeczywistość. Dopiero wtedy dowiedzieli się o wojennych losach swojej rodziny. Sami dzielili los powracających do Gdańska Polaków z WMG. Stali się ludźmi bez tożsamości, bez praw, narażani codziennie na różnego rodzaju szykany i znieważanie. Wolne Miasto Gdańsk stało się dla nich już tylko legendą, rajem utraconym, chociaż nie dla wszystkich był on wcześniej łaskawy, mimo swego bogactwa.

Budynek przy Biskupiej 29, gdzie zamieszkali państwo Fritschowie, był jednym z piękniejszych na tej ulicy. Posiadał, pamiętające dni świetności, rzeźbione drzwi wejściowe z misternie giętą kratą i witrażowymi szkłami. Sień wyłożona była mozaiką, a na piętro prowadziły kręte, dość wąskie schody. W suterenie budynku mieściły się magiel i sklep warzywniczy. Właścicielem był „Wąchal”, nazywany tak z racji okazałych wąsów. Nie znałam ani imienia, ani nazwiska tego pana. Mieszkanie państwa Fritschów było dość komfortowe – trzy pokoje w amfiladzie, w tym jeden pokój z wykuszem, spora kuchnia, długi przedpokój i toaleta. Z racji swego metrażu oraz dzięki gościnności jego właścicieli, często tam bywaliśmy. Gośćmi tego mieszkania była nie tylko rodzina. Zawsze znalazło się miejsce dla wielu zaprzyjaźnionych nowych sąsiadów, którzy trafili do Gdańska z Wilna czy Lwowa, dla byłych członków przedwojennego, ale i już powojennego Klubu „Gedania”, między innymi państwa Kunegundy i Brunona Zwarrów. Z perspektywy dziecka, był to wielki kocioł, a czasem wielojęzyczna wieża Babel. Atmosfera tych spotkań była zawsze radosna i ciepła. Rodzeństwo bardzo ekspresyjnie wyrażało swoją radość z faktu, że przeżyło wojenną zawieruchę i że mogą cieszyć się życiem. Śpiewano – wujek Fery potrafił jodłować i robił to wprost profesjonalnie. Na hasło: – do hymnu!, wszyscy śpiewali trochę żartobliwą piosenkę o KS „Gedania”, a brzmiała ona tak:

Piłka nożna to jest bardzo ładny sport, więc go używać trzeba (2 razy),

dlatego my w Wolnym Mieście Gdańsk (2 razy ),

założyliśmy KS Gedania (2 razy),

zwycięży Orzeł Biały,

zwycięży nasza brać,

zwycięży KS Gedania,

gdy się nauczy grać!

Ponadto, opowiadano dowcipy przerywane salwami śmiechu oraz tańczono.

                       W mieszkaniu p. Fritschów przy ul. Biskupiej 29

Dewizą cioci Elżbiety i wujka Ferego było: „jutro też będzie dzień”. Lubiłam tam chodzić. Dorośli bawili się w swoim gronie, a my, dzieci mogliśmy biegać po spokojnej wówczas ulicy. Latem jeździliśmy na rowerach do fabryki na końcu ulicy Biskupiej (z tego co słyszałam, wyrabiano tam pończochy) i z powrotem. Nieopodal stacjonował tabor Cyganów, co było przedmiotem naszego szczególnego zainteresowania. Ponieważ chodziłam tam z 4 lata starszą kuzynką Krysią (ona 8, ja 4 lata), czułam się bezpiecznie. Zimą zjeżdżaliśmy na sankach „ze schodów” w połowie ulicy, znajdujących się naprzeciwko domu Fritschów. Przy dobrze wyślizganej ulicy, można było dotrzeć do zakrętu przy ul. Salwator albo trochę dalej, do fryzjera lub nawet do drewnianego mostku nad torami kolejowymi.

Z tym mostkiem związane jest pewne wspomnienie najmłodszej córki Fritschów. W tamtych czasach dzieci często same chodziły do przedszkola czy szkoły. Krysia, najmłodsza z rodzeństwa, chodziła do przedszkola przez plac 1 Maja do budynku stojącego obecnie na terenie Centrum Handlowego Forum. W drodze powrotnej siadała na drewnianym mostku, oczekując na przejeżdżający pociąg i machając nogami, zrzucała buty, co wprawiało ją w euforię, która szybko kończyła się po przybyciu do domu. Było to jednak tak magiczne miejsce, że buty tam „same spadały z nóg” niejeden raz.

Ciocia Elżbieta była ciepłą, czułą, bardzo empatyczną osobą. To ona i cała jej rodzina nigdy nie zapominali o moich urodzinach, które wypadały 30 grudnia, a więc w czasie poprzedzającym zabawy sylwestrowe. Kto wówczas pamiętałby o urodzinach dziecka? Nikt też nigdy nie wymawiał tak mojego imienia: Jolantka. Tak pozostało do dziś, bo tak zwracają się do mnie dwie moje kuzynki Krysia i Urszula, mimo że minęło już tyle lat.

 

Jasiek i Urszula do szkoły podstawowej chodzili na Osiek, później dołączyła do nich Krysia. Zadaniem Jaśka było zarówno doprowadzenie Krysi do szkoły, jak i zadbanie o jej powrót do domu. Droga była długa, musieli pokonać morze gruzów, które kusiły swoimi skarbami, przejść przez halę targową, gdzie niekiedy częstowani byli jabłkiem lub innymi owocami. Oglądali różnego rodzaju towary powszechnego użytku sprzedawane na targowisku. Zdarzyło się też, że brat zgubił siostrę. Z pomocą przyszedł milicjant. Na pytanie „czy wiesz, gdzie mieszkasz?”, Krysia odpowiedziała „…nie wiem, ale mogę Pana zaprowadzić” i … zaprowadziła, a milicjant w zamian za doprowadzenie dziecka poczęstowany został kawą i ciastem, którego nigdy nie brakowało, ponieważ ciocia wspaniale piekła. Szczególną jej specjalnością były torty śmietanowe, które zachwycały wszystkich, natomiast ja jako dziecko ich nie znosiłam.

Urszula do szkoły średniej uczęszczała do I Liceum Ogólnokształcącego, którego nie mogła ukończyć z powodu wyjazdu rodziny do Austrii. Wujek Fery utrzymywał ciągły kontakt z rodziną we Wiedniu. Kiedy stracono już nadzieję na zmianę, wydarzenia 1956 roku wpłynęły na decyzję ówczesnych władz i rodzina otrzymała pozwolenie na wyjazd z Polski na stałe do Austrii. Do Wiednia wyjechali 5 listopada 1958 roku z Oliwy, bo tam mieszkali u siostry Katarzyny na krótko przed wyjazdem. Nie brakowało wzruszeń. Odprowadzała ich nie tylko rodzina, ale również sąsiedzi i zawodnicy Klubu „Gedania”, wołając „onkel, onkel”, co świadczyło o dużej zażyłości i dobrym kontakcie z byłym już trenerem.

 

Biskupia” ciągle jest w sercu dwóch już tylko kuzynek: Urszuli Traxler i Krystyny Ehrenstorfer. Urszula zostawiła tu serce. Wyjeżdżając miała 18 lat i przeżywała właśnie swoją pierwszą miłość do Ryśka Mroza, mieszkającego w kamienicy obok. Pamiątkę po tym rozstaniu stanowi srebrny ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej i dedykacją na rewersie: „Kochanej Ulce Rysiek 5 XI 1958”.

 

Wujek Ferdynand Fritsch zmarł 24 lutego 1967 r. we Wiedniu. Ciocia Elżbieta, urodzona 23 sierpnia 1918 r. zmarła 8 maja 1997 r. również we Wiedniu. Ich syn Jasiek zginął śmiercią tragiczną, 8 sierpnia 2002 r. Wszyscy spoczywają na jednym z wiedeńskich cmentarzy. Urszula i Krystyna coraz rzadziej odwiedzają Gdańsk, ale podczas odwiedzin, zawsze pierwsze kroki kierowały na Biskupią. Mają w Gdańsku nadal, chociaż już niewielu, znajomych z tamtych lat.

 

∗∗∗

Kończę swoje wspomnienia w tragicznym dla Gdańska momencie. Niestety 14 stycznia 2019 r. został bestialsko zamordowany wieloletni prezydent Paweł Adamowicz. Człowiek, który bardzo pozytywnie zmienił oblicze Gdańska. Myślę, że mogłabym porównać Jego zasługi do działalności nadburmistrza Leopolda von Wintera (1863 – 1890). Miasto piękniało z roku na rok. Mieszkało się tu coraz lepiej, a perspektywy jego rozwoju zachęcały do osiedlania się tutaj kolejne osoby. Śmierć prezydenta odbiła się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Wiadomość dotarła do moich kuzynek w Austrii. Natychmiast zadzwoniły do mnie, łącząc się z gdańszczanami w żałobie. Tą właśnie drogą w imieniu swojej Rodziny oraz Rodziny w Austrii pragnę przekazać wyrazy współczucia wszystkim, których ta śmierć dotknęła, a szczególnie Rodzinie Pana Prezydenta.

Jolanta Sikorowska oraz mąż Roman, bez którego nie powstałyby te wspomnienia w takiej formie

Wszystkie zdjęcia pochodzą z albumu państwa Jolanty i Romana Sikorowskich.

Z rodzinnych albumów

Nasza galeria „Z rodzinnych albumów” wzbogaciła się o nowe zdjęcia. Są na nich nieistniejący już mostek czy dziwna drewniana barierka stojąca niegdyś na szczycie BG. Bardzo dziękujemy za przesłane fotografie. Zachęcamy też innych mieszkańców do szukania dawnej Biskupiej Górki na rodzinnych zdjęciach i dzielenia się tymi znaleziskami na naszym portalu. Pozostałe fotografie można zobaczyć w zakładce „Z rodzinnych albumów”.

ke

Wiadukt Biskupia Górka

Montaż konstrukcji wiaduktu Biskupia Górka

W nocy z wtorku na środę (29/30 stycznia) zamontowano pierwsze elementy stalowych konstrukcji wiaduktu Biskupia Górka. Do prac użyto „Herkulesa” – żurawia o wysięgu 100 metrów. Po zakończeniu montażu, konstrukcja wiaduktu będzie miała rozpiętość 104 metrów.

– Budowa idzie do przodu, może to zobaczyć każdy gdańszczanin. Budowa wiaduktu Biskupia Górka to realizacja projektu unijnego, który zmieni standard poruszania się po drogach w tej części Gdańska. Wartość projektu wynosi 143 mln zł, z czego dofinansowanie unijne to 117 mln zł, co ważne dofinansowanie nie obejmuje kosztów budowy parkingu – podkreśla Aleksandra Dulkiewicz, pełniąca obowiązki prezydenta Gdańska.

Na budowie …

Obecnie trwa montaż konstrukcji wiaduktu. Konstrukcja stalowa przybyła do Gdańska w ponad 20 wielkogabarytowych transportach. Teraz trwa scalanie części elementów, które będą montowane podczas kolejnych tygodni.  Do akcji  używany jest żuraw o wysięgu 100 metrów o nazwie Herkules.

Aby montaż stalowych elementów był możliwy musi być wyłączana trakcja kolejowa. Montaż trwa w nocy i kończy się na ranem. Prace przy montażu konstrukcji kontynuowane będą przez najbliższe tygodnie.  Po zakończeniu montażu, konstrukcja wiaduktu będzie miała rozpiętość 104 metrów.

Obecnie na budowie trwają prace przy nasypach jezdni południowej. W ramach budowy kanalizacji deszczowej w ul. Toruńskiej  wykonano kanał deszczowy do skrzyżowania z ul. Żabi Kruk oraz rozpoczęto wykonywanie wylotu. Trwa również układanie sieci telekomunikacyjnych w okolicach  ul. Okopowej, Augustyńskiego i ul. Żabi Kruk. Oprócz wspomnianych elementów, prace koncentrują się na budowie przyczółków prawej jezdni obu wiaduktów kolejowych.

Odkrycie zabytkowych obiektów wpłynęło na harmonogram prac

W czerwcu ubiegłego roku na budowie  natrafiono na kazamaty XVII-wiecznego Bastionu Wiebego i fragment jeszcze starszej, piętnastowiecznej Baszty Nowej. Władze Gdańska podjęły decyzję o zachowaniu i wyeksponowaniu zabytków w nowym układzie drogowym, w porozumieniu z Miejskim Konserwatorem Zabytków. Aby było to możliwe, konieczne było przeprojektowanie niektórych elementów układu drogowego i zmiana technologii posadowienia obiektów mostowych, co niekorzystnie wpłynęło na harmonogram prac. Odkrycie artefaktów wymusiło m.in. przeprojektowanie parkingu przy ul. Okopowej.

Z uwagi na konieczność przeprojektowania i dostosowania technologii, 28 stycznia podpisano aneks do umowy, w którym przedłużono termin realizacji inwestycji do października 2020 roku. Ponadto koszt prac zwiększył się o niecałe 3,3 mln złotych.

W ramach dodatkowych prac Wykonawca musiał m.in. wzmocnić podłoże pod fundamenty murów oporowych materacami z kruszywa naturalnego stabilizowanymi geosyntetykami, a także wzmocnić grunty pod najazd na Most nad Radunią oraz estakadę od strony ul. Okopowej. Sytuacja wymusiła także przełożenie sieci wodociągowej oraz wykonanie obejścia sieci gazowej. Zmianie uległ także sposób wykonania kanalizacji deszczowej w związku z wystąpieniem kolizji z istniejącą siecią wodociągową, co wiązało się także budową dodatkowej studni deszczowej.

Nowy wiadukt nad torami w ciągu Traktu św. Wojciecha oparty będzie na trzech stalowych dźwigarach łukowych, do których będą podwieszone pomosty (osobne pod każdą z jezdni), składające się ze stalowych rusztów zespolonych z żelbetową płytą. W ciągu tworzonej ulicy Nowe Podwale Grodzkie, powstanie drugi wiadukt. Składać się on będzie z ram żelbetowych z osobną konstrukcją nośną dla każdej jezdni. Budowa rozpoczęła się od strony wschodniej. Kiedy obiekt będzie gotowy, wówczas na nią zostanie przeniesiony ruch, a w miejsce rozebranej estakady zostanie zbudowany drugi nowy wiadukt.

Budowa wiaduktu rozpoczęła się wiosną 2018 roku. Głównym Wykonawcą jest firma Budimex S.A., z którą podpisano umowę w marcu 2018 r.

mat. prasowe UMG

fot. Stanisław Tarkowski

fot. Stanisław Tarkowski

fot. Stanisław Tarkowski

 

Kopiowanie materiałów zamieszczonych na portalu www.biskupiagorka.pl jest dozwolone tylko na użytek własny,
w każdym innym przypadku wymagana jest zgoda redakcji.


Copyright © All Rights Reserved · Green Hope Theme by Sivan & schiy · Proudly powered by WordPress

Polityka prywatnosci