Polskie ochronki były jedną z ostoi polskości w Wolnym Mieście Gdańsku. Te swoiste przedszkola prowadziły siostry dominikanki. W 1939 roku w mieście było już 15 takich placówek, a do jednej z nich uczęszczały m.in. dzieci z Biskupiej Górki, w tym Brunon Zwarra. Wszystkie przedszkola zamknięto tuż po wybuchu II wojny światowej.
Według historycznych źródeł w – zamieszkanym w różnym okresie przez 350-400 tysięcy osób – Wolnym Mieście Gdańsku żyło od 10 do 13 % Polaków. Było to więc kilkadziesiąt tysięcy polonusów, z których wielu zależało na tym, by ich dzieci uczęszczały do polskich placówek oświatowych. O zapewnienie takiej możliwości dbała między innymi organizacja pod nazwą Gdańska Macierz Szkolna, która zabiegała o tworzenie szkół, a także ochronek pełniących funkcję dzisiejszych przedszkoli.
Jedną z głównych placówek oświatowych prowadzonych przez Macierz było Gimnazjum Polskie mieszczące się przy dzisiejszej ulicy Augustyńskiego (Am Weißen Turm 1, wówczas ulica przynależała do Zaroślaka). Szkoła ta działała w budynku dawnych koszar, które zostały przyznane Polsce w 1921 roku w efekcie utworzenia Wolnego Miasta Gdańska i – towarzyszącego jego powołaniu – podziału mienia.
Na dziedzińcu murowanego, trzykondygnacyjnego gimnazjum znajdowały się dwa spore parterowe drewniane baraki będące także pozostałością po wojskowej przeszłości parceli.

Baraki te zostały po przejęciu przez Polaków wyremontowane i w jednym z nich umieszczono m.in. służbowe mieszkania dla nauczycieli gimnazjum. Jeden z tych lokali zajmowała od 1923 roku aż do swojej śmierci w 1935 roku pisarka Stanisława Przybyszewska, której mąż wykładał w szkole. Drugi barak we wrześniu 1923 roku przypadł z kolei siostrom dominikankom.

Zakonnice przyjechały do Gdańska w efekcie działań ówczesnego prezesa Gdańskiej Macierzy Szkolnej dr. Franciszka Kubacza. Według Tadeusza Bolduana pomysłodawcą sprowadzenia sióstr mających prowadzić polskie ochronki był inny miejscowy działacz polonijny – Erazm Czarnecki.
Jak podaje Gedanopedia, Kubacz w marcu 1923 roku miał się zwrócić z prośbą do Kunegundy Arndt, przeoryszy generalnej dominikanek w Wielowsi „o przysłanie czterech polskich sióstr do pracy w ochronkach dla dzieci polskich”. Zakonnica przychyliła się do prośby i do końca kwietnia do Gdańska przybyły siostry: Helena Karaśkiewicz (siostra Sybilina), Maria Gallus (siostra Tomazja), Prakseda Gallus (siostra Hiacynta) i Julia Konieczna (siostra Waleria). Pierwsze miesiące zakonnice spędziły w gościnie u gdańskich działaczy polonijnych, a we wrześniu 1923 roku zamieszkały w pokoszarowym baraku tworząc tam tym samym niewielki klasztor.
„Układ pomieszczeń w tym budynku zapewniał wszystko, co było potrzebne siostrom do prowadzenia życia zakonnego. Największą przestrzeń zajmowała kaplica, udostępniana miejscowym Polakom w czasie niedzielnych Mszy Świętych oraz okolicznościowych nabożeństw. Do dyspozycji sióstr pozostawały także dwa dormitarze (klasztorne sypialnie), pokój gościnny, sala wspólna służąca siostrom do spotkań wspólnoty oraz do pracy, infirmeria (pokój przeznaczony dla chorych sióstr), refektarz (klasztorna jadalnia), kuchnia ze spiżarką oraz furta z rozmównicą, czyli miejsce przez które wchodziło się do klasztoru. Dwa pomieszczenia z osobnym wejściem przeznaczono na ochronkę dla dzieci, obok tych sal znajdował się także pokój przeznaczony dla osoby zatrudnionej przy klasztorze. Siostry posiadały dostęp do ogrodu, z którego mogły korzystać” – wyjaśnia siostra Kazimiera Korzeniewska, archiwistka zgromadzenia dominikanek, przypominając, że Zwarra opisywał w swoich wspomnieniach, iż z ogrodu sióstr podbierał z kolegami kije do obrony przed niemieckimi rówieśnikami.
Ochronkę prowadziła przełożona wspólnoty, aby być w pobliżu klasztoru na wypadek np. konieczności podjęcia jakiś decyzji. Początkowo była to siostra Sybilina, a potem siostry Melania Zammler, Tomazja Gallus oraz Cherubina Schreiber.

Działająca w klasztorze kaplica pełniła niezwykle ważną rolę dla gdańskiej Polonii. Co niedzielę organizowano w niej otwarte dla mieszkańców msze święte, odbywały się tu także różne uroczystości okolicznościowe bądź religijne, w tym nabożeństwa różańcowe czy pasterki.


Sama ochronka, podobnie jak inne tego typu przybytki prowadzone w Gdańsku przez dominikanki, opiekowała się polskimi dziećmi w wieku od trzech do sześciu lat. W 1923 roku, pierwszym roku działalności, ochronka w baraku na tyłach gimnazjum miała 51 podopiecznych, w kolejnym roku było ich już 66, a w 1935, przed jej zamknięciem – 38.

Siostry prowadziły w przedszkolu m.in. pogadanki religijne, historyczne i przyrodnicze. Uczyły też dzieci śpiewu, zabierały na wycieczki i prowadziły z nimi teatrzyk. „Teatrzyk był bardzo ważnym elementem nauczania języka i kultury polskiej, a przedstawienia pozwalały na zebranie dodatkowych funduszy na utrzymanie ochronki” – podkreśla siostra Kazimiera.
Jednym z maluchów uczęszczających do ochronki w baraku był późniejszy gdański pisarz Brunon Zwarra, który mieszkał wówczas na Biskupiej Górce w (nieistniejącej już) kamienicy przy ul. Biskupia 2.
W swojej książce „Wspomnienia gdańskiego Bówki” Zwarra wspomina: „Moje pierwsze dziecięce kroki poza dom i najbliższe ulice prowadziły do niedalekiej ochronki SS. Dominikanek. Mieściła się ona w długim drewnianym baraku, ciągnącym się wzdłuż boiska szkolnego przy Gimnazjum Polskim. Siostry zakonne zajmowały w nim kilka pomieszczeń położonych od strony toru kolejowego. Mniej więcej pośrodku baraku znajdowała się kaplica, do której uczęszczałem wraz z rodzicami na niedzielne msze święte i inne nabożeństwa. Za tą częścią baraku był ogródek owych sióstr oraz mały placyk zabaw dla dzieci.
Uczęszczałem do tej ochronki dwa lub nawet trzy lata i pamiętam, zaprowadzał mnie tam wraz z jakąś dziewczynką pewien młody człowiek, który był prawdopodobnie uczniem tego gimnazjum. Pamiętam także, że przez kilka dni nasza ochronka była nieczynna z powodu pożaru i musiałem uczęszczać do niemieckiej ochronki SS. Elżbietanek przy Placu 1 Maja” (B. Zwarra, „Wspomnienia gdańskiego Bówki”, tom 1, Gdańsk 1984, s. 67).
Historyk Piotr Semków ustalił w rozmowie z jednym z podopiecznych ochronki, że prawdopodobnie chłopcy przypadkowo zaprószyli ogień.
Pisarz wspomina też, że „częstym zajęciem w ochronce było zszywanie starych pocztówek”, z których dzieci robiły koszyki, domki itp. „Pamiętam także, że odbyliśmy pewnego dnia wraz z siostrami wycieczkę statkiem do Gdyni, gdzie przybyliśmy do piaszczystego brzegu, przy którym stały tylko szare baraki z falistej blachy” – pisze.
Zwarrze utkwił też w pamięci „tort gwiazdkowy w formie wieży z ustawionym przed nim czekoladowym gwiazdorem”. „Przykuwał całą moją uwagę i bardzo go pragnąłem, lecz, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, obdarowano nim innego chłopca, którego matka była często siostrom pomocna” – dodaje.
Zwarra wspomina także, że w hali Stoczni Gdańskiej, zwanej „Werftspeisehaus” przy Lisiej Grobli (przed wojną Fuchswall) odbywały się próby przygotowywanych przez siostry Dominikanki jasełek. „Brałem w nich udział jako krasnoludek, który w brunatnym stroju fikał na scenie kozły i zgodnie z zaleceniami siostry hasałem po niej wraz z innymi dziećmi. Dziwię się obecnie temu, że mając wówczas pięć czy sześć lat, wybierałem się bez opieki do tej tak od naszego domu odległej sali”.

Wieczorami w pomieszczeniach ochronki działały także otwarta w 1925 roku szwalnia oraz kilimkarnia utworzona dwa lata później. „Dochód z produkcji kilimów przeznaczano na zakup warsztatów kilimkarskich. Nabycie umiejętności produkcji kilimów oraz dostęp do narzędzi potrzebnych do ich wytworzenia pozwalał kobietom na uzyskanie dodatkowego źródła dochodu. Jak wspomina skarbnik Macierzy Szkolnej, Szczepan Czaja, warsztaty kilimkarskie i produkcja kilimów nie były znane na Pomorzu. Do Gdańska sprowadziły je dominikanki, pochodzące w części z Małopolski. Stamtąd też sprowadzano warsztaty oraz wełnę do produkcji tkanin” – informuje siostra Kazimiera.
Organizowanie zajęć z robót ręcznych było także okazją do stworzenia dla dziewcząt przestrzeni, w której mogły porozmawiać ze sobą po polsku.


W 1934 roku dominikanki przeniosły swoją siedzibę z Augustyńskiego na ul. Dyrekcyjną (Am Olivaer Tor 2–4), gdzie zajęły część obiektu po przeniesionej z Gdańska do Torunia Dyrekcji Kolei. W budynku tym utworzono też nową kaplicę. Natomiast ochronka pozostała w barakach przy Augustyńskiego i działała do 1935 roku, kiedy to przeniesiono ją w inne miejsce, bo nieremontowany barak nie nadawał się dłużej do użytkowania.

W 1939 roku, po napaści na Polskę, Niemcy usunęli siostry z budynków, w których mieszkały lub prowadziły swoją działalność. W ten sposób z mapy Wolnego Miasta Gdańska zniknęło w sumie 15 polskich ochronek, które działały w Gdańsku (12), Sopocie (2) i miejscowości Piekło (1).
Anna Kisicka
Materiał ten nie powstałby bez pomocy historyk, archiwistki zgromadzenia, dominikanki s. Kazimiery Korzeniewskiej, która użyczyła swojej wiedzy oraz pomogła uzyskać zgodę m. Aleksandry Zaręby na publikację zdjęć z zasobów archiwalnych zgromadzenia.
Podczas przygotowywania tekstu korzystałam też z licznych artykułów w Gedanopedii, zasobów Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej oraz następujących publikacji:
Bolduan Tadeusz, „Syn ziemi gdańskiej. Opowieść o Erazmie Czarneckim”, Gdańsk 1989.
Hlebowicz Jan, Gimnazjum na gdańskim wulkanie, „Gość Gdański” 2023, nr 20. Online: https://gdansk.gosc.pl/doc/8272649.Gimnazjum-na-gdanskim-wulkanie.
Zwarra Brunon, „Wspomnienia gdańskiego Bówki”, t. 1, Gdańsk 1984.